wyobraz sobie w takim razie, jak się czuje fotograf slubny
ktorego wlasne malzenstwo to kompletne fracaso, porazka, dno
ale patrzy na swoich Klientów i jest im oparciem w tych koszmarnych chwilach
jakimi jest sesja ślubna
najgorsze, ze od razu wylapuję , ze niedawno sie klocili, ze calusy wymuszone, ze reka w rece owszem, tkwi, ale jak zdechla ryba . Ze spojrzenie nie w oczy a gdzies ponad ramieniem i raczej nie jest tu, z nami.
czasem daję im czas i pod pozorem tlumaczenia czegos asystentce staję tylem. Ale za plecami mam tylko cisze. zaczynaja milczec jeszcze szybciej, niz my...
żal mi. tak po ludzku