najbardziej zadziwia, kiedy zdaje sobie sprawe nagle z faktu,ze ten czlowiek nawet nie chce mnie poznac , nie chce wiedziec nic o mnie. gdyby nie moja wiedza i spoleczne kompetencje mielibysmy ten wywiad w urzedzie migracyjnym i na pewno by go oblal. nie wie o mnie nic. bo nie chce.
juz nawet tak bardzo nie boli.
ale zlosc. jest, trzyma, tkwi.
odlamek lodu w oku.
czwartek, 16 stycznia 2014
do wewnatrz, zeby nie zapomniec
co pomaga
pomaga zwrocenie sie do siebie z przeszlosci i PLAN
pomaga ,ze zdecydowalam i powoli znowu przegryzam skorupe,zeby wrocic do mojego swiata, zeby wrocic do filmu
to bardzo bolesny proces, bo trzeba posypac rany sola, bo szarpane, bo napastnicy znowu beda czekac. ale nie moge inaczej. po 4 latach poza fabula (nie licze malych i nie na dluzej szans,zeby cos na chcleb zarobic, ale to bylo cos innego, to nie byl powrot)
pomaga ,ze ludzie, ktorych w tamtych czasach nazywalam przyjaciolmi nie zmienili numerow telefonu. ze wcale sie nie gniewali,ze nie dzwonilam latami. ze sie ucieszyli. ze sie poplakalam z tak durnego szczescia. to troche, jak uslyszec, ze diagnoza nie byla trafiona, ze bede zyc. brzmi idotycznie, ale tak wlasnie w glowie.
przede mna zas dziwny bardzo proces. po raz pierwszy zdecydowalam sie na dochodzenie moich praw przed instytucjami, praw podeptanych przez zupelnie obce osoby, tylko dlatego,ze sa zwyczajnie glupie, bo nawet nie zle- te osoby.
w domu juz upelny brak domu, za to cieszy, gdy Natalii podoba sie soundtrack Fortepianu. cieszy, gdy sie w zaslony wirujac wkreca , w swiatlo, w dzwieki.
idzie do schowka i wraca z parasolem swoim i moim. mowi pokazujac duzy "mama" i maly "naaalia".
musze cos wymyslic,zeby umiec w przyszlosci zastapic wiele osob z rodziny, ktore w koncu bedzie trzeba opuscic, by zupelnie nie stracic poczucia wlasnej godnosci. ale to jeszcze przede mna. na razie sie wykluwam, wygryzam dziure zeby wyjsc, oddychac.
pomaga zwrocenie sie do siebie z przeszlosci i PLAN
pomaga ,ze zdecydowalam i powoli znowu przegryzam skorupe,zeby wrocic do mojego swiata, zeby wrocic do filmu
to bardzo bolesny proces, bo trzeba posypac rany sola, bo szarpane, bo napastnicy znowu beda czekac. ale nie moge inaczej. po 4 latach poza fabula (nie licze malych i nie na dluzej szans,zeby cos na chcleb zarobic, ale to bylo cos innego, to nie byl powrot)
pomaga ,ze ludzie, ktorych w tamtych czasach nazywalam przyjaciolmi nie zmienili numerow telefonu. ze wcale sie nie gniewali,ze nie dzwonilam latami. ze sie ucieszyli. ze sie poplakalam z tak durnego szczescia. to troche, jak uslyszec, ze diagnoza nie byla trafiona, ze bede zyc. brzmi idotycznie, ale tak wlasnie w glowie.
przede mna zas dziwny bardzo proces. po raz pierwszy zdecydowalam sie na dochodzenie moich praw przed instytucjami, praw podeptanych przez zupelnie obce osoby, tylko dlatego,ze sa zwyczajnie glupie, bo nawet nie zle- te osoby.
w domu juz upelny brak domu, za to cieszy, gdy Natalii podoba sie soundtrack Fortepianu. cieszy, gdy sie w zaslony wirujac wkreca , w swiatlo, w dzwieki.
idzie do schowka i wraca z parasolem swoim i moim. mowi pokazujac duzy "mama" i maly "naaalia".
musze cos wymyslic,zeby umiec w przyszlosci zastapic wiele osob z rodziny, ktore w koncu bedzie trzeba opuscic, by zupelnie nie stracic poczucia wlasnej godnosci. ale to jeszcze przede mna. na razie sie wykluwam, wygryzam dziure zeby wyjsc, oddychac.
Subskrybuj:
Posty (Atom)