niedziela, 31 sierpnia 2014

A.

ale tak naprawdę to wcale mi jej nie brak

na blacie leżą jej klucze do jej mieszkania
czy moze raczej moje klucze do jej mieszkania
powinnam oddac je, chocby i wrzucic do jej skrzynki, ale ja nie chce,
nie moge nawet wybrac jej numeru (skasowalam, ale nadal go pamietam)

to bardzo inne, niz to co sobie wyobrazalam o tego rodzaju "smierci"-smierci relacji



wydawalo mi sie bowiem, ze tej jednej jedynej relacji nie bede w stanie przebolec, zostawic, zapomniec wrecz

a jednak ona po prostu przestala byc. tu.
dla mnie. albo chociaz "gdzies nieopodal"

z czasem zaczelam sie czuc, jakby juz nie istniala
a nawet wspominac, przegladajac zdjecia

zaczelam zapominac jej twarz, tak jak wczesniej zapomnialam glosu


teraz spie dluzej i spokojniej
przestalam tez miec potrzebe by natychmiast do kogos dzwonic z pomyslem/ inspiracja/ anegdota

osunelam sie, opadlam,
przycupnelam, przy (..)

nie wiem.
zupelnie nie tak to mialo byc tych niemal 20 lat temu,
kiedy od pierwszego wejrzenia wiedzialam po dzieciecemu (choc juz jako dosc rozgarnieta nastolatka przeciez,
nawet palaca: papierosy caro, bo niby tak wypadalo poetom)
ze oto ona- pierwsza moja przyjaciolka


*

wszytsko jest gowno warte w dzisiejszym swiecie.
kiedys z takiej "okazji" przynajmniej bym sie upila

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

spotkania

Marian czeka na ulicy, przed brama typowa dla tej czesci miasta.
Ale gdy wchodzimy na klatkę schodowa oszalamia mnie piękna i oryginalna forma, symetryczne schody rozchodzące się na dwie strony, wielkie półokrągłe okno, na ścianach zachowana oryginalna ceramika sprzed wojen. Nie opuszcza mnie zdziwienie, jak to jest, że moja kamienica, zrekonstruowana w latach 50. zalicza się do zabytków a ta, do które w sumie przez przypadek dziś weszłam -wedlug miasta zabytkiem nie jest.

Ale koniec z zachwytami, wspinamy się na ostatnie, wysokie piętro. Patrząc na mnie z obawą Marian zapewnia, że przystaniemy na drugim piętrze. Ze śmiechem zapewniam, że przeżyję, bo mimo tuszy formę mam niezlą

Korytarz jest biały, 4 pary zamkniętych drzwi, z charakterystyczna szybą w górnej części. Te pokoje, zamkniete pokoje, sa jak gdyby w zalobie, sa odwrocone do nas plecami.

Marian wybiera ostatnie drzwi, w glebi korytarza. Choc przyszlam w konkretnym celu, oszalamia mnie widok.
Wyspa z katedrą jak na dloni, w dole wije się rzeka, nie szpeca jej ani roboty budowlane gdzies obok, ani moje zle uczucia dla tego miasta, poczucie krzywdy, jakies irracjonalne zadry.

Stoimy w wietrze, w otwrtych drzwiach balkonowych.
MArian nic nie mowi, ale wiem,ze chcialby

zagajam, ze to wielkie szczescie znalezc mieszkanie z takim widokiem i pewnie jego kupujacy jest szczesliwy na mysl,ze tu zamieszka

Ale MArian jest już daleko, on traci wszytskie wspomnienia, cale zycie spedzilem tutaj. Wyciaga stope jakby chcial pogladzic drewniana podloge, po ktorej przeciez "tak niedawno" biegal jako berbec, a potem chlopczyk.

KAfle na piecach mienia sie miodowo. Marian mowi powoli i te slowa sa rownie migocace.



*

decyduję, że biorę tę szafę. Z tymi historiami, i jeszcze po zaakceptowaniu mojej zawstydzonej prosby o lekką negocjację ceny

W zamian daję słowo,że na pewno będzie jej dobrze u nas