sobota, 20 czerwca 2015

obchody dni porażek wychowawczych

a jednak jest ten regres, na szczescie nie tki, jak sobie roilam ze moze byc, ale jest większy n^ż na początku się wydawał.

i dzisiaj kolejny raz dalam d.y bo po calym dniu wystawiania mnie na 1000% napięcia (ucieczki, wbieganie na jezdnię, rzucanie się w miejscach niebezpiecznych na ziemie, dziobanie ludzi, klasyczny numer z wbieganiem do ogrodkow w knajpach i porywaniem chleba (!! teksni do chleba bialego!!!) -wieczorem gdy szorowalam wanne wleciala mi do lazienki ucieszona z paczką proszkow, ktore byly schowane megawysoko a ona i tak ich dosiegnela. dostlam hsiterii, bo w tym samym miejscu sa tez leki i rozne swinstwa - zdawaloby sie ,ze bezpiecznie schowane... ale wydarlam sie jak idiotka. Wiadomo- z bezsilnosci i zmeczenia, ale co to za argnument... przejrzalam te leki i rczej nic nie wziela. sama tez twierdzi,ze nie. proszki chciala wrzucic do wanny, bo maja rozowe kartony (taki czas- wszelki róż jest w cenie...) i chyba faktycznie tylko o to chodzilo. jak się wspięla do szafki ponad 2 m pozostanie tajemnica.

gdy ochlonelysmy (oczywiscie obie sie zryczalysmy) przeprosilam i chyba nie bedzie jakiejs traumy z kosmosu.


na plecach cos jej wyszlo, cos co wyglda jak alergia, i oby tylko, bo oczywiscie mam paranoje rozne


*

najgorsze w tej nowej sytuacji jest to,ze tak bardzo trzeba sie pilnowac, a co jesli mnie nagly szlag trafi na przyklad w postaci ciezarowki, co wtedy skoro babcia nie chce z nia zostac nawet jeden dzien a dziadek znowu za namowa narzeczonej udaje, ze nas nie ma?

co wtedy bedzie?


naprawde strasznym gownem w zyciu jest tak sytuacja.
kazda inna sobie moge przerobic.


*


byla kuratorka na wywiad, fantastyczna babka.mam nadzieje,ze to nie byla tylko taka poza zeby mnie podejsc a potem dowalic mi w opinii dla sadu jakies bzdety, ufam,ze jednak az tak sie nie myle c0 do ludzi

rozmawialysmy m.in o podobienstwach pracy reportera programow spolecznych do pracy jej wlasnej.

generalnie telewizor znowu sie przyblizal ale chyba dalam ciala bo zrobilo mi sie slabo, ze znowu bym spadla najnizej w hierarchii i zaczelam sama siebie sie pytac czy warta jest gra, i czego warta


na razie zamrozilam ta kwestie.

chyba jest tak, jak powiedzialam tej kobiecie- chce sie teraz skupic na 2000% na rozwinięciu mlodej najbardziej jak sie da, a obecnie to raczej na wyplątaniu się z regresu. Ta stara bajka nie zezwoli na to.

czuje sie zdrowsza gdy widze,ze wybieram te prawdziwe wartosci a nie to, co jeszcze 1o lat temu (tak niedawno!!!) byloby priorytetem. nie oszukujmy sie, widze teraz jasno,ze gdybym nie harowala na planie po 14 godzin to na pewno nie stracilabym tamtej ciąży i nie byloby takich rzeczy, jakie się staly. czyli jednak ewoluuję.


piątek, 12 czerwca 2015

duma

dzisiaj trochę chmury przepędziła wiadomość od pani Terapeutki z przedszkola, że się demon mój uspokaja trochę, że dzisiaj bez ekscesów i buntów.
oczywiście,że echa porzucenia przez ojca będą jeszcze pobrzmiewać długo, i w najblizszych tygodniach pewnie również intensywnie, ale ufam że już nie tak, jak w ciągu minionych dni...

Ale jestem z niej dzisiaj taka dumna... dzisiaj na terapii pracuje tak cudownie. siedze tu i słucham jednym uchem, jak pracują i po prostu... warto . każde 5 minut zajęć . brakuje mi słow, zeby to opisac, co czuję

Ale charakter ma okropny.

wczoraj znowu mi inny terapeuta powiedział "a nie myślała Pani,że ten charakter to tak po rpsotu te geny latynoskie?" eeee


eeee



*

a może, kurczę? ;)

*


a dzisiaj w korkach do przedszkola jechalam godzinę.... w tym małym, zadupiastym wrcławiu moim godzinę... pod tym względem nowe mieszkanie jest milion razy lepsze od solnego;
wszystko co do załatwienia jest na krzykach i w kierunku ołtaszyna, czyli punkt wylotowy tego miejsca , choć to nadal centrum, jest idealny. sam faktu nie przedzierania się przez kazimierza, sądową itd już ułatwia.

co do mieszkania. na budowie majstrowie się ogarnęli już z podłogą. tzn spróchniałą miazgą≤ która byla pod szlaką≤ a która to byla pod paździerzem z przedpokoju. niestety zawaliły się łazienki i pralnia... :-OOOO

i odpadł sufik GK, pod nim rzecz jasna nieotynkowany strop ze słomą i "czymtam jeszcze", co niemcy dali...nie jezdzilabym tam nawet, gdyby nie ryby jaśnie pana, które to zostaly same, na pastwę losu. szybko się doczytałam, jak zmienić wodę (była już cuchnąca a ryb y padały, a filtr się zepsuł etc) a panowie karmią i świecą oraz gaszą. ogólnie ekipę mam cudowną, warto bylo na nich tyle czekac.


natomiast porażką tej budowy niedofinansowanej jest już teraz wanna, ale nie mogę narzekać, bo niestety darowana jest. trochę niedźwiedzia przysługa, ale taki jest robaczywy układ, co zrobić. narysowałam od nowa wszystko i w poneidziałek będzie trzeba .... przełożyć niektóre elementy instalacji... hydraulik jest zachwycony niemniej ode mnie...


ta dekonstrukcja pomaga bardzo na przetrwanie głowy w całości,
bardzo dziwne, że mimo całego pogodzenia się etc nadal zdarza mi się jak dzisiaj w piwnicy:

natrafiłam na jego karton z rzeczami do mycia samochodu i pękło mi serce
i rynna.

SERIO

gdy teraz o tym myślę, to jednak facepalm