piątek, 11 września 2015

wchodzę w nowy rok rozwiedziona, z tabletkami na depresję i przykazaniem od psychiatry, zeby...pisać. "cokolwiek: bloga, twittera, pamiętniki" bo nie mam z kim rozmawiać.

wchodzę też w nowy rok z cierniem w sercu, że gdy sędzia zapytała, czy naprawdę nie ma innego wyjścia i prawa rodzicielskie trzeba odebrać a plan spotkań nie będzie potrzebny, bo i spotkań z dzieckiem ojciec nie planuje- nikt na sali nie zaprotestował.
bo i kto

trudno się tak ciągle koncentrować≤ żeby nie plakac.

najlepiej sę placze:
patrzac na akwarum u notariusza, podczas gdy poprawiane są pisma
stojąc w korku na szczęście bardzo długim
na czerwonym świetle czekając
w piwnicy po kostki we wspomnieniach


skończyłam remont u ojca i to mnie kosztowalo tyle nerwow, ze wypalilam ostatniego "mocnego", który został po hydraulikach


abstrakcja, w kilka miesięcy byłam kilkoma osobami: projektantem wnętrz (od zera, wyburzenie wszytskiego), własnym prawnikiem, własnym terapeutą i terapeutą n.


na koniec poszłam do lekarki n. i się rozsypałam

a teraz idzie chmura
jadę po n.
pewnie mi powie "jaka piękna ulewa!"
cóż, nie urodzi wrona gawrona.