niedziela, 13 września 2015

w szkole [jednak]

na egzaminie z filmu polskiego ludzie piszą, że Rękopis znaleziony w Saragossie jest na podstawie prozy Marka Hlaski, Jerzy Hass zrobił "Sanatorium", nie wiadomo osocho z Law etc.

Dla zwyklego czlowieka rzeczywiscie zaden wstyd. Jesli jednak idziesz do szkoly filmowej, ktora jest kolejnym etapem edukacji, nawet jeśli na imię masz Żaneta, i nie umiesz się wypowiadać bez kaleczenia mojego języka i masz buraczkowe rumience i spalone ondulacją włosy a mimo tego nadal myslisz, ze bedziesz producentem- to błagam, zastanów sie co będziesz w tym polskim kinie robić.

na pierwszych studiach, tych w lodzi bylo dla mnie jasne, po co ogladamy godzinami filmy
o to wlasnie chodzi, by brac i myslec, i zyc i od razu wchodzic w swoje obrazy, bo taka jest konsekwencja ogladania.

analizy, dyskusje, gorączka, to wszytsko bylo po cos, zawsze
Teraz nie ma juz egzaminow tak wymagajacych, jak przed niemal dwoma dekadami. i to widac i slychac...

sa zdziwieni, ze sorka od historii jest wrecz wyprowadzona z rownowagi z powodu poziomu egzaminów.

*

Po drodze zaś mijam z przyjemnością aż dwie kurwy czytające na poboczach książki.


nie psytałam co czytają, bo zawsze uciekają, jak zatrzyma się kobieta :-/



*

wyjazd na egzamin po kolejnym roku odbył się dzięki poświęceniu pani J. , która mimo infekcji i koszmarnej pory przyszła zostać z N.

to byl mój pierwszy wolny od autyzmu (w 70% wolny, żeby nie było) dzień bez dziecka od 8 miesięcy. 

w tej perspektywie jechanie po bocznych drogach, by ominąć korki na autostradzie, jechanie we mgle, jechanie i podziwianie przyglupow na drodze bylo relaksem na miarę wakacji+spa+wieczoru w kinie+spotkania z przyjaciólmi. a to tylko kilka godzin w aucie z muzyką, dziwnymi audycjami o kulturze (niektóre calkiem ok), wlasnym oddechem, coraz spokojniejszym...