byl sobie zasrany krolewicz, ktory mieszkajac w centrum strasznie narzekal, ze maly ma metraz-48m2 na 3 osoby i kota, ze okropnie niewygodnie, ze nie ma gdzie zaparkowac (choc on sam jezdzil tylko rowerem, to sluga jako szef logistyki i transportu zasiadal za kierownica nieporecznej kolumbryny), ze to ze smo ze sro
jego wierny sluga zwany dla niepoznaki zona, wzial sie za to i w niemalym trudzie i kombinacjch narzuconych przez smutne realia krolestwa zdobyl lokum jakze imponujace, o powierzchni bagatela 112m2, nadal w centrum choc juz nie na starym miescie, z podworkiem zamykanym by wiecej nie sterczec pod budynkiem polujac na miejsce do parkowania.
krolewicz trzeciej nocy w nowym zamku stwierdzil z ogromnym wyrutem,ze sluga sie nie spisal, ze zamek do dupy, ze daleko, ze widzial żuli i "chyba za nim szli" (krolewicz jechal rowerem) , ze to na pewno byli polscy rasisci a poza tym w okolicy nie ma sklepu ni kebabu (jest na dworcu ale na pewno niedobry)
Ze okolice zamku sa "nudne, nic sie nie dzieje, nie mozna isc pobiegac, ani nawet isc po napoj do sklepu BLISKO zamku
sluge szlag trafil na miejscu i pierwszy raz okazalo sie,ze cisnienie moze AZ TAK skoczyc mimo nieprzekroczenia 40.
bajka ma moral: nie mysl,ze nowy zamek zmieni ksiecia w normalnego partenra,
on juz na zawsze bedzie zasranym ksieciem, ktory sam nei wie czego chce
{ smutno-mi-panie }