nie zazdroszcze ludziom nigdy rzeczy materialnych lub innych, na ktore mozna po prostu zapracowac, gdy ma sie troche wiecej szczescia lub czasu lub tak sie w zyciu uklada. Ale zawsze, niezmiennie szpetnie, zazdroszcze ludziom szczesliwych rodzin. Tych rodzin dookola tym wiecej sie widzi im w wiekszym gownie sie tonie, im mocniej cie kopie czlowiek, ktory tak niby kochal, bardzo boli i sypie mi sie ta sol szczesliwych rodzin na te rany i naprawde nie mam juz pomyslu, jak przestac byc w takich chwilach zmijowata smutna zaplakana kupka gowna.