a., podobnie jak ja, rozwodzi sie i ma: rozgrzebane, za duze na dwie osoby mieszkanie kupione specjalnie by sie wygodnie zylo rodzinie (nieswiadomie, ze tej rodziny juz od dawna nie ma), ma mala corke tez, i ma wolny zawod. podobnie jak ja nie wierzy w siebie ani w swoje mozliwosci. nie rozmawiamy o tym, ale pewnie rownie czesto ryczy w poduszke- a to ze zlosci i upokorzenia, a to z zalu. mamy obie ciemne oczy naszych babek, ktore mimo "dobrych papierow" byly wielokrotnie lapane jako Zydowki w czasie wojny. obie tez mamy specyficzna dla kobiet z tej rodziny ceche bycia silaczka i dzwigania wszytskiego na swoich plecach w obrej wierze, nie widzac ze robimy tym przestrzen dla wysmienitych zabaw naszych mezow (juz wkrotce bylych). zabaw nie z nami. niedawno jedna ciepla niedzile spedzialam z innymi czarnookimi kuzynkami i ich dziecmi i innymi krewnymi w pieknym ogrodzie i smiejac sie uswiadomilam sobie,ze tak naprawdę te wiezi są duzo silniejsze niz by się moglo wydawac po latach zaniedban.
poznym wieczorem zadzwonilam do kuzynki -organizatorki i podziekowalam. Że są. i ze tak bez problemu mozna po latach po rpostu siadac przy stole, tak samo weolo ironizowac, ciete ripoety i wredne po naszemu teksciki rzucac i czuc sie JAK W DOMU.
bardzo wzmacniajace, zapisuje zeby o tym pamietac zamiast myslec, ze jest sie samemu.
na froncie rozwodowm nadal chaos, ale moze sie uda do wrzesnia zakonczyc.
okazalo sie,ze oprocz damy z LA jest jeszcze kilka dam lokalnie, doprawdy wspolczuje, bo moga sie Panie bardzo zle czuc gdy latynoski kochanek pokaze jakim jest klamczuchem i po prostu dupkiem
niby nie moj cyrk i nie moje malpy, ale szkoda mi ich nawet troche.
*
n. ma nowego holenderskiego kuzyna (czwartego juz). ten ma imie po moim bracie i pradziadku a urodzil sie na przednim siedzeniu auta .