czwartek, 24 stycznia 2013

nigdzie , u nikogo tego ne przeczytalam, nie uslyszalam tez tego nigdy od nikogo i sama przed soba na glos balam sie przyznac, ale teraz widze, ze to wcale nie jest nic karygodnego. Oto bowiem czuje sie tak zmeczona, tak uwieziona tym calym atuzymem ,ze kazdego dnia wychodzac do pracy lub aby szukac pracy (zlecenia na zdjecia same przychodza rzadko) ze po prostu mam ochote nie wrocic. Odejsc, zniknac. wychodzilam tak dwa razy. mialam przy sobie karty, paszport, w torbie najpotrzebniejsze rzeczy (czyli narzedzia pracy tak naprawde, nic ponadto) .. a potem po prostu mi pealo cos w glowie i choc nadal nie chcialam z nimi byc w domu wiedzialam,ze musze wrocic. jesli odejde, J. deportuja a N. zabiora do domu dziecka, bo polscy dziadkowie nie sa zainteresowani opieka nad nia nawet na kilka godzin a co dopiero mowic o zyciu z niepelnosprawnym dzieckiem .

Nie wiem, czy tylko ja jestem jakas chora, czy matki niepelnosprawnych sie kreuja na takie bohaterki kochajace, ale ja coraz czesciej wieczorem klade sie jak kloda, zmeczona i mysle sobie,ze to wszytsko pierdolę (przepraszam za lacinę, ale dosłownie tak myśle, więc nie będę udawać,że np "motyla noga" ekhm) , ze nie daje juz rady.

ze jak sie nie ma oparcia to to wszytsko jest tak gowniane, ze brak slow, ze te male nawet postepy to czasami za duzo, ze zycie mialo byc inne