ale tak naprawdę to wcale mi jej nie brak
na blacie leżą jej klucze do jej mieszkania
czy moze raczej moje klucze do jej mieszkania
powinnam oddac je, chocby i wrzucic do jej skrzynki, ale ja nie chce,
nie moge nawet wybrac jej numeru (skasowalam, ale nadal go pamietam)
to bardzo inne, niz to co sobie wyobrazalam o tego rodzaju "smierci"-smierci relacji
wydawalo mi sie bowiem, ze tej jednej jedynej relacji nie bede w stanie przebolec, zostawic, zapomniec wrecz
a jednak ona po prostu przestala byc. tu.
dla mnie. albo chociaz "gdzies nieopodal"
z czasem zaczelam sie czuc, jakby juz nie istniala
a nawet wspominac, przegladajac zdjecia
zaczelam zapominac jej twarz, tak jak wczesniej zapomnialam glosu
teraz spie dluzej i spokojniej
przestalam tez miec potrzebe by natychmiast do kogos dzwonic z pomyslem/ inspiracja/ anegdota
osunelam sie, opadlam,
przycupnelam, przy (..)
nie wiem.
zupelnie nie tak to mialo byc tych niemal 20 lat temu,
kiedy od pierwszego wejrzenia wiedzialam po dzieciecemu (choc juz jako dosc rozgarnieta nastolatka przeciez,
nawet palaca: papierosy caro, bo niby tak wypadalo poetom)
ze oto ona- pierwsza moja przyjaciolka
*
wszytsko jest gowno warte w dzisiejszym swiecie.
kiedys z takiej "okazji" przynajmniej bym sie upila
.jpg)